2017, mountains, Travels

Kalatówki, Hala Kondratowa

Witam,

nieeee… nie zapomniałam o blogu, po prostu mam teraz ograniczoną ilość wolnego czasu, bo praca, bo treningi, bo studia, bo… i O MÓJ BOŻE licencjat..bo…bo… Kilka dni temu osoba bliska memu sercu powiedziała, że to tylko wymówki, zgadzam się z nią w stu procentach. Potrzebuje się lepiej zorganizować, ale jak? – to takie moje nowo-wiosenne postanowienie ( na noworoczne już za późno 🙂 ).

Do rzeczy.

W miniony weekend, planowaliśmy wypad do Doliny Chochołowskiej, ale jak wiecie, lub nie ( byłabym rozczarowana, gdybyście nie wiedzieli) na taki genialny pomysł wpadło również 35 tyś. innych osób. TO NIE ŻARTY. Gdy dojechaliśmy na godzinę 7.50 to już nie było wolnego miejsca na parkingu, dlatego (dziękuje Bogu do dziś) wybraliśmy się na Hale Kondratową. Zaczęliśmy standardowo z Kuźnic, szlak na samą halę był lekko oblodzony i jeszcze gdzieniegdzie wlazłam po kolana do śniegu (typowa ja), ale było warto, ponieważ panorama gór i pogoda były fantastyczne. Po drodze nie spotkaliśmy żadnych pielgrzymek – co było kolejnym atutem, bo pragnęliśmy odpocząć. Jedzenie w Schronisku jest przepyszne, polecam sobie zamówić piernika w czekoladzie, bo rozpływa się w ustach. Dla jasności nie przyszliśmy tam zjeść, ale dla widoku, który możecie sobie pooglądać niżej na zdjęciach. Naszym sobotnim celem były krokusy, więc na nasze szczęście spotkaliśmy je na Polanie Kalatówki… i uwaga, nie trzeba było się przepychać w tłumie, aby je zobaczyć. Da się?

To był miły weekend.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

milordka

Cześć bardzo mi miło, że odwiedzasz mojego bloga. Jeżeli zainteresowała Cię treść postów zostaw komentarz podziel się swoją opinią.

Write a comment